Najistotniejszą kwestią jest to by książka była dla dziecka ciekawa. Poza tym każdy chyba zdaje sobie sprawę, iż zła intonacja może „zabić” nawet najbardziej interesującą książkę. Nie popadajmy więc w jednostajny monotonny rytm czytania.
Wczujmy się w fabułę oraz w emocje bohaterów. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, by z fajnej opowieści nie zrobił się dziecięcy thriller. Aby kształtować emocje dziecka nie możemy też smutnych opowieści czytać z uśmiechem na ustach i na odwrót.

Małym dzieciom dłuższe książeczki powinniśmy czytać troszkę szybciej by dziecko się nie znudziło.

Dla maluszka bardzo istotne są też ilustracje w książce, dlatego kupując książkę powinniśmy na nie zwrócić uwagę. Możemy nawet „czytać” książkę na podstawie samych ilustracji tworząc własną fabułę. Na rynku są też dostępne książeczki w których jest przedstawiona akcja bez tekstu, a dziecko lub rodzic sami interpretują co się dzieje.

Według Jima Trelease’a, amerykańskiego ambasadora czytania dzieciom, należy czytać dzieciom 20 min. dziennie. Jest to optymalny czas czytania dziecku, w którym jest w stanie się skupić. Osobiście nie trzymam się sztywno tych ram czasowych. Czytam Kruszynie tak długo jak ma ochotę mnie słuchać – jeśli chce to czytam godzinę, jeśli natomiast nie ma nastroju na słuchanie, to pięć minut też jest ok.

U nas Kruszyna sama wybiera książkę przychodzi z nią i siada mi zwykle na kolanach. Bywa też tak, że sama „czyta” na głos modulując przy tym głosem, co jest tak niesamowicie zabawne, że nie jestem wstanie powstrzymać się od śmiechu.

A jak Wy czytacie dzieciom książki ?

Share: