Smoczek był najlepszym „przyjacielem do spania” dla mojej córeczki. Była z nim bardzo związana. Pierwszego smoczka otrzymała w drugiej dobie po porodzie. Tak wiedziałam, że nie zaleca się podawania smoczka noworodkom. Kruszyna miała jednak bardzo silny oddruch ssania, a ja i moje piersi potrzebowałyśmy przerw. Posłuchałam więc swojego instynktu i dałam córeczce smoczka. Za co był mi wdzięczny cały oddział. Nie na darmo córa była nazywana przez położne „gwiazdą”. Ale do brzegu, bo zbaczam z tematu.

O odstawieniu smoczka czytałam sporo i często podpytywałąm bardziej doświadczone w tym temacie mamy. Wiedziałam jedno – nie będzie lekko.

Pierwsza próba pozbycia się smoczka miała miejsce przed pierwszymi urodzinami córeczki.
Chciałam temat smoczka uciąć drastycznie. Nie ma i koniec. Jednak po 15 min. płaczu, który z każdą chwilą przybierał na sile zdałam sobie sprawę z popełnionego błędu. Kruszyna zaczeła raczkować po całym łóżku niepozwalając się dotknąc, przeraźliwie krzycząć, ąż nagle zaczeła uderzać głową w materac. Powstrzymała ją zadając sobie pytanie: co ja robię ?! Zrozumiałam, że nie chcę by tak wyglądała nasza droga pożegnania się ze smoczkiem.

Na kolejną próbę długo czekałam jakieś 3 miesiące zbierając w sobie odwagę i jednocześnie wyczekując odpowiedniego momentu. Żeby nie była chora, żeby nie wyrzynały się jej ząbki, by miała dobry nastrój… Podeszłam do tego z dystansem i bez presji. Zaczeło się od płaczu, że smoczka nie ma w łóżku. Gdy ona szukała smoczka ja zaczełam zabawę misiami, które wcześniej sobie przyniosłam. Misie „chowały się” w poscieli i „wyskakiwały” z niej „wołając” akuku. „Biegały” po łóżku „krzycząc” wesoło HOPA . Raptem po 5 min mojej zabawy córeczka usiadła i zaczeła się smiać. Wzieała misia i naśladując mnie dołączyła się do zabawy. Kolejnym etapem zabawy było usypianie misiów śpiewanie im kołysanek, aż w końću wszystki zabawki wraz z moją córeczką zasneły. Działało to co noc. Byłam dumna, że w sumie całe odstawianie smoczka odbyło się bez histerii i problemów. Jednak córeczka całkiem przestała spać w dzień i ku mojej rozpaczy postanowiłam w 6 dniu dać jej smoczka i wrócić do punktu wyjścia licząc w duchu, że kolejny raz uda się odstawic smoczka również bezproblemowo.

Ostatnia próba odstawienia smoczka ma miejsce teraz, w 20 miesiącu życia mojego dziecka.
Pierwsza noc bez smoczka była to noc po powrocie z naszych wakacji. Smoczek „zgubił się” na lotnisku, ale ustaliliśmy z Małą, że kolejnego dnia wrócimy na lotnisko poszukać go. Córka poszła na taki układ. Trzeciego dnia od rozpoczęcia próby „odsmoczkownaia”, Kruszyna bardzo rozpaczała, chciało jej się spac ale zasnąć nie mogla. Postanowiłam dać jej smoczka. Po zaśnieciu smoczka od razu wyjełam z buzi. Gdy Kruszyna wstała udało się nam dojść do porozumienia by smoczka oddać dzidziusiowi (sąsiedzi mają noworodka) ale układ był taki,że w razie czego zawsze możemy go odebrać.

Mineło już dwa tygodnie i na co dzień córeczka nie wspomina o smoczku, ale dzisiaj o niego poprosiła.
Powiedziałam :

  • Dzidziuś ma Twój smoczek, mam po niego pojść?
  • Tak. Opowiedziała
    Dobrze ale wiesz że dzidziuś bardzo będzie płakać za smoczkiem Czy mam mu go zabrać ?
    Nie – powiedziała lekko zasmucona Kruszynka.

Zamaist tego zaproponowałam przytulenie się do pluszowego króliczka i jakoś udało się jej zasnąć. Byłam jednak gotowa dać jej smoczka jeśli by nalegała.

Inne sposoby odstawiania smoczka, o których czytałam lub słyszałam…, ale u nas nie do końca zdały egzamin
obcięcie końcówki smoczka
stopniowe obcinanie końcówki smoczka
wyjmowanie smoczka z buzi coraz to szybciej po zaśnieciu – tzn. zeby jaknajkrócej smoczek był w ustach dziecka

A jakie są wasze sposoby na “odsmoczkowanie” ?

Share: