Moje małe cudo potrafi ubrudzić się w stylu mistrzowskim. W Barcelonie poszło jej to na tyle dobrze, że zaskoczyła własną matkę, która jak się okazało nie doceniła „umiejętności” własnej córeczki i zabrała za mało ciuszków (chociaż taka ilość ubrań jaką zabrałam dla Małej, mi wystarczyła by spokojnie na trzy tygodnie, a nie na 4 dni). Ratując sytuację wyruszyliśmy zakupić jakiś komplet ciuszków by nasze dziecko w metrze nie budziło politowania i nie otrzymywało jedzenia bądź jakiś eurocentów 😉

Po odnalezieniu pasujących ubranek (bo nie wiedzieć czemu rozm. 80 był deficytowy) grzecznie ustawiliśmy się w co najmniej 5-metrowej kolejce.

Misja zakup ciuchów zakończyła się sukcesem, ale los chciał, że przy kasach znajdowały się kosze z misiami. Generalnie zwykle jej maleńkość ogląda wszelakie zabawki po czym macha im papa i odchodzimy. Tym razem po odstaniu przeszło 20 min., zapłaceniu za zakupy i próbie odłożenia na miejsce msio-lalki spotkaliśmy się ze stanowczym protestem. Nie żebyśmy żałowali dziecku jednego malutkiego misia, ale perspektywa ponownego ustawienia się w kolejce (która jakimś cudem jeszcze się wydłużyła) po ok. 8 godzinach intensywnego zwiedzania miasta była dość przytłaczająca. Nie miałam jednak serca i siły by jej odmówić. Zrezygnowani ponownie ustawiliśmy się w ogromnej kolejce do kas. Po 10 minutach stania wpadłam na genialny pomysł, że może już jednak misio- lalka jej się znudziła więc pójdziemy sprawdzić czy się pożegna. Tak też się stało malutka, odłożyła zabawkę na miejsce, a ja w duchu uśmiechnęła się do siebie zadowolona, że oszczędziłam nam co najmniej kolejnych 20 min bezrefleksyjnego sterczenia jak kołek w kolejce wraz z innymi 15 klientami sklepu. Zrobiłyśmy więc lalce papa i za rączkę wychodziłyśmy ze sklepu, gdy tuż przy drzwiach frontowych, Kruszyna odwróciła się na pięcie i pognała (dosłownie pognała) w kierunku kas krzycząć „MIMI ! MIMI! MIMI!…. Tak więc po raz trzeci stanęliśmy kolejce, której skład liczbowy pozostawał jakby niewzruszony, po to by Mimi mogła z nami podróżować.
Najlepsze jest jednak to że gdy weszliśmy do metra ( nasza przebrana czyściutka dziewczynka) podbiegła do pierwszej z brzegu kobiety i wręczyła jej Mimi.

Czy Wasze dzieci mają swoją „Mimi” ?

Share: